poniedziałek, 30 września 2013

Czas na nagrywanie


Kolejnym urządzeniem, które zasiliło szeregi mojego studio była zewnętrzna karta dźwiękowa, jak ktoś woli interfejs audio, E-MU 0202 USB. Malutka zgrabna skrzyneczka przygniotła mnie swoimi możliwościami. Po pierwsze w końcu FL Studio przestał mi się zacinać, przy większych projektach. Po drugie, nagrania prawie nie miały szumu (w porównaniu z nagrywaniem przez Realteka, nie było szumu w cale). Jeśli chodzi o gniazda, to były 3 gniazda IN (jeden na prawy kanał- duży jack, oraz dwa na lewy kanał - XLR i mały jack). Każdy kanał miał osobną regulację głośności, przy której były diody pokazujące przestery. Jeśli chodzi o gniazda OUT, to karta wyposażona była w 2 gniazda jack 1/4" - po jednym na kanał, oraz jack 1/8" stereo, ponadto gniazdo do odsłuchu z regulacją głośności. Zasilanie było z USB przez gniazdo typu B. Zastanawiałem się przed chwilką, czy interfejs był wyposażony w zasilanie Phantom, lecz jak napisałem o zasilaniu USB, zdałem sobie sprawę, że nie mogło być Phantoma:) W zasadzie nie wiem co mógłbym jeszcze napisać o tej kardzie, bo wtedy za bardzo nie zwracałem uwagi na parametry. Ważne było dla mnie, że dźwięk nie był zniekształcony, z perspektywy czasu wydaje mi się, że odpowiedniej barwy. Pasmo przenoszenia było dość szerokie bo od 20Hz do 20kHz. Niskoszumowy przedwzmacniacz mikrofonowy.
Zdecydowanie, gdybym miał ją nadal przy sobie, to wycisnąłbym z niej znacznie więcej niż wtedy, bo nawet nie zdawałem sobie sprawy co mogę dzięki niej osiągnąć. Służyła mi wtedy głównie do nagrań czystszych od karty zintegrowanej. Sprzedałem ją znajomemu, po cenie, która na pewno nie była dla mnie korzystna, ale przynajmniej zachowałem sobie kabel USB, który dawał znacznie mniejsze opóźnienie przy wcześniej opisanym MPD.

PS. Niestety nie mam własnych zdjęć E-MU:(

niedziela, 29 września 2013

Na początku był... MPD



Pierwszym urządzeniem w Moim Amatorskim Studio było urządzenie sterujące Akai MPD 16. Znalazłem się w jego posiadaniu wskutek wygrania aukcji z bardzo atrakcyjną ceną. Z pewnością był to dobry wybór na początek przygody z MIDI. Pomogło mi to zrozumieć działanie tego typu urządzeń i poznanie funkcji swojej stacji roboczej, których wcześniej nie miałem możliwości zgłębić. MPD 16 było wyposażone w 16 padów czułych na nacisk, 2 przyciski nawigacji pomiędzy dwoma bankami, przyciski kontroli czułości nacisku (16 stopniowa skala, lub opcja FULL), oraz jeden suwak sterujący, do którego aktywacji służył osobny przycisk. Istniała też opcja przeprogramowania padów, jednak mi ona nie była potrzebna. Ponadto posiadało gniazda USB typu B i MIDI out, oraz gniazdo zasilacza (w przypadku korzystania z portu MIDI). Urządzenie było już dość stare i zapewne po wielu przejściach, więc nie wszystkie pady reagowały po pierwszym naciśnięciu, a nasadka suwaka spadała, mimo to bardzo dobrze je wspominam, zwłaszcza, że sprzedałem je z niemałym zyskiem:)